piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 17 - Afterparty

YW :*

Afterparty

Na kanapach podniósł się dźwięk ekscytacji. Zgromadzeni zaczęli wymieniać komentarze. Na skraju jednej z sof siedział Adam wraz z Krisem i Allison. Dopiero po chwili zrozumiał, że to TEN zespół. Zespół Tommy'ego. Zobaczę się z nim! Nareszcie. Nie mógł uwierzyć. Zakrył usta dłonią, by nie okazać przed innymi, przesadnej radości. Tymczasem pan Michael Pill kontynuował.

- Moi drodzy. Jutro wasz pierwszy występ. Mam nadzieję, że te dwa tygodnie wystarczająco przygotowały was do niego. - Dyrektor rezydencji stał w centralnym miejscu przed kanapami, na których siedzieli uczestnicy programu. - Jutro okaże się, kto z was stąd wyjedzie, a kto zostanie. Przed występem czeka was jednak jeszcze jedna niespodzianka. - Skierował wzrok na swoją asystentkę, która trzymała srebrną tacę. Na jego znak zaczęła podchodzić do każdego z uczestników. - Ufundowałem dla was bilety na koncert oraz afterparty zespołu Mouthlake.

- Ten koncert będzie także lekcją. Podczas show macie zaobserwować zachowania członków zespołu, ich styl poruszania się, mimikę oraz kontakt z publicznością. Proszę zwrócić uwagę na wokalistę Mitchela Craftera, który jest dość kontrowersyjny. Mam nadzieję, że z tego doświadczenia wysnujecie wnioski, które potem wykorzystacie na scenie i nas zachwycicie. - Przedostatnie słowo mocno podkreślił. Wszyscy wiedzieli, dlaczego. Sobotniego wieczora decyzję o losach uczestników ostatni raz miało podjąć jury. Potem kariera uczestników Idola miała zależeć już tylko od widzów dzierżących w dłoniach swe telefony komórkowe. - A teraz zapraszam na nieco skrócone lekcje. - Pożegnał się dyrektor i opuścił salon. Opiekunowie natomiast wstali z miejsc, by zebrać grupy podopiecznych. Wśród młodych ludzi podniosły się głosy oznaczające początek wymiany długich rozmyślań na temat dzisiejszego wieczora.
    ***

- Hej, Tommy! Halo, tu Ziemia! - Olivier pomachał ręką przed oczami blondyna, który od piętnastu minut wpatrywał się w ścianę jednocześnie głaszcząc założoną na ramię gitarę o kremowym korpusie. Jednym ruchem złapał Blake'a za nadgarstek, kiedy chłopak zaczął go denerwować. Popatrzeli na siebie przez moment, a potem uśmiechnęli się do siebie. - Nad czym tak dumasz? - Spytał z ciekawością klawiszowiec i usiadł przed nim na skórzanej kanapie.

- Mam dziwne obawy co do tego koncertu. Nie wiem, jak mam określić swoje nastawienie do niego. - Przesunął palcami po krawędzi gryfu tak, żeby nie dotknąć żadnej ze strun.

- Stresujesz się. - Odpowiedział wyluzowanym tonem kolega i zmienił pozycję na półleżącą. - Chociaż to dziwne. Po tylu występach?

- Właśnie. - Tommy usiadł obok niego odkładając instrument na blat stołu. - Stresuję się, jakby miało się wydarzyć coś niespodziewanego. - Rzekł spokojnym tonem i oparł głowę na rękach. Olivier położył swą dłoń na jego ramieniu.

- Nie myśl za dużo, bo dostaniesz jeszcze choroby o nazwie kobieca intuicja. - Zaintonował.

- Co? Spojrzał na niego zdziwiony. Wciąż nie był oswojony ze specyficznym poczuciem humoru kolegi.

- To, co słyszałeś. Moja dziewczyna zawsze tak mówi, kiedy wyjeżdżamy do jej rodziców. Ciągle ma nadzieję, że mnie polubią. Niestety, jej przeczucia nigdy się nie sprawdzają.

- Wychodzimy za pięć minut! - Rzucił Mitchel z korytarza. Mężczyźni nie zdążyli nawet dokończyć rozmowy, kiedy wokalista pojawił się w wejściu. - A ty na co czekasz? Specjalne zaproszenie ci wysłać czy jak? - Warknął na Tommy'ego.

- Mówiłeś "pięć minut" - Zacytował Tommy nie ruszając się z miejsca.

- Olivier, Mike i Isaac mają pięć minut. Ty masz tego czasu o wiele mniej. W sam raz na dojście do sceny. - Odpowiedział kąśliwie i z impetem otworzył drzwi tak szeroko, żeby przepuścić gitarzystę.

Zbliżał się do sceny. To w końcu tylko koncert. Czego ja się tak obawiam? Kiedy zaczął grać pierwszy akord, rozejrzał się po scenie. Wszyscy byli na swoich miejscach - jak zwykle. Kiedy popłynęły kolejne nuty utworu i rozbrzmiał głos Mitchela, spojrzał spod długich blond kosmyków na publiczność – nikt w pierwszych rzędach nie przyciągał szczególnej uwagi. Rozwrzeszczane fanki o twarzach podkreślonych czarnym make-upem oraz mężczyźni w ciemnych ubraniach bawili się w zachwycie przy dźwiękach między innymi jego gitary. Nic nie wywołało jego większego zainteresowania, więc opuścił głowę i, przybierając skupioną minę, skupił się na grze i pochłonął w myślach aż do końca koncertu. Dziwne uczucie, że ktoś mu się przygląda, nie zniknęło. Lecz co miało być w tym dziwnego, skoro był jedną z dzisiejszych gwiazd wieczoru. W sali był jednak człowiek, który przyglądał mu się ze szczególnym zainteresowaniem. I nie mógł spuścić z oczu z tego ciała, które tak wdzięcznie poruszało się po scenie.

Po występie nadszedł czas na rozdanie autografów. Członkowie zespołu zasiedli przy długiej ławie i, dzierżąc w dłoniach czarne markery, zaczęli podpisywać zdjęcia i płyty, które często ze specjalną dedykacją trafiały do rąk wniebowziętych fanów. Mimo, że to zajęcie miało trwać maksymalnie pół godziny, to czas ten wydłużył się o kolejne trzydzieści minut. Mężczyźni mieli już odchodzić do garderoby, kiedy do stołu podszedł ostatni "fan".

- W sumie to zależy mi na tylko jednym autografie. Tommy? - Przystojny brunet przysunął pocztówkę ze zdjęciem zespołu na awersie przed oczy Ratliffa.

Tommy nie spuszczał wzroku z blatu, czekając na podanie papieru do podpisu. Nie interesowały go twarze ludzi, których i tak by nie zapamiętał. Chciał po prostu odwalić swoją robotę i iść się bawić jak każdego koncertowego wieczoru. W pierwszej chwili nie rozpoznał głosu proszącego o pamiątkę z show. Kiedy jednak z ust stojącego padły kolejne słowa, charakterystyczny znak, jakim był czarny lakier na paznokciach, od razu rzucił się w oczy blondyna. Muzyk wstał energicznie ze swojego miejsca i spojrzał w oczy młodego mężczyzny. To był Adam. Stał przed nim z zadziornym uśmiechem i odsłonił szerzej swe białe zęby, kiedy inni członkowie zespołu spojrzeli się w osłupieniu na Tommy'ego.

- Adam? - Rzekł niepewny i zdziwiony zarazem z widoku, jaki zobaczył. Dobrze zbudowany mężczyzna w brunatnym garniturze i białej, mocno rozpiętej koszuli wyciągnął ramiona w zapraszającym geście. - To naprawdę ty! - W tym momencie Tommy już się nie zastanawiał. Wszedł na swoje krzesło, potem na ławę, a następnie szybkim susem przeskoczył przez barierki odgradzające ich od tłumu fanów, którzy jeszcze przed chwilą napierali na nie, próbując znaleźć się jak najbliżej ulubionych artystów.

Ratliff w jednej sekundzie znalazł w ramionach przyjaciela, którego bliskość dawała mu bezpieczeństwo i ulgę. Jego usta znalazły się tuż przy uchu Lamberta, nie mógł powstrzymać się od wyszeptania mu kilku słów.

- Mogę ci się podpisać nawet na tyłku. - Szepnął, po czym musnął lekko wargami narząd słuchu.

- Zapamiętam. - Zaśmiał się.

- Ale jak ty się tutaj znalazłeś? Przecież byłeś zajęty! Miałeś tyle obowiązków, że nie miałeś czasu na spotkanie... Co? Wytłumacz się teraz. - Zaczął dźgać go palcem w lewą pierś, żądając odpowiedzi, lecz ten przytulił go mocno nie dając możliwości ruchu.

- Tęskniłem za tobą, Tommy. - Wyszeptał mu do ucha, czym wywołał u blondyna lekkie dreszcze. Na pewno to wyczuł. Dlaczego tak reaguję... Pomyślał Tommy. Spojrzeli sobie w oczy, po czym oboje się zaśmiali. W pewnej chwili jednak Tommy poczuł się zakłopotany. Zapomniał, że mieli małą publiczność złożoną z Oliviera, Mike'a, Isaaca oraz Mitchela.

- Uhm, Adam? Może cię przedstawię... - Rzekł i odwrócił się z Adamem w stronę kolegów. Zaczął przedstawiać od prawej strony: najbliżej nich siedział Olivier, następnie Mike, Isaac oraz Mitchel.

- A to jest Mitchel właśnie. Chłopaki, to Adam Lambert. Mój przyjaciel. - Zabrał rękę z talii mężczyzny, którego dotąd obejmował. Adam przywitał się ze wszystkimi członkami zespołu, a kiedy dotarł do Mitchela, uścisnął jego dłoń podobnie jak innych mężczyzn, lecz nie puścił jej, kiedy wokalista zamierzał to zrobić.

- Mitchel. Tommy Joe dużo mi o tobie opowiadał. - Spojrzał z ciekawością na frontmana Mouthlake, wywołał zdziwienie na jego twarzy mówiąc te słowa.

- Hmmm... O mnie? - Mitchel spojrzał na Tommy'ego, który teraz wydawał się jeszcze bardziej zakłopotany. Tommy spojrzał w dół, na swoje buty. Z rumieńcem na zwykle bladej twarzy postanowił wpatrywać się w ten punkt dopóki nie uwolni się z tej krępującej sytuacji.

- Tak. Słyszałem, że twój przyjaciel, John, jest w szpitalu. Bardzo mi przykro. Ja pewnie też bym się martwił, gdyby mojemu przyjacielowi - tu spojrzał na Tommy'ego - zdarzyło się podobne nieszczęście. - Puścił rękę frontmana kończąc tym samym rozmowę i nie pozwalając dojść do słowa Crafterowi. Przybliżył się do swojego przyjaciela. Jego zdaniem zapowiadał się miły wieczór. - Pogadamy? - Rzekł do blondyna, który pokiwał głową.

***

- Fajny koncert. Pasujesz do nich. - Stwierdził Adam trzymając w dłoni kieliszek Martini.

- Sam nie wiem. Trochę inaczej to wyglądało w moich wyobrażeniach. Kiedy skończy mi się kontrakt, mam w planach dołączenie do jakiegoś innego zespołu. Może nawet artysty solowego. - Mrugnął porozumiewawczo do Adama, który roześmiał się serdecznie i zwrócił twarz ku sufitowi sali. Za chwilę jednak znów zerknął na przyjaciela, nie mogąc się oprzeć widoku pięknych czekoladowych oczu.

- Jeśli to propozycja, to jest ona naprawdę kusząca. Ale najpierw muszę dokończyć to, co zacząłem.

- Czy to aż tak ważna tajemnica, że nawet twój najlepszy przyjaciel nie może o niej wiedzieć? - Rzekł Tommy, przysuwając się do bruneta o kilka centymetrów.

- Szczególnie najlepszy przyjaciel. - Wpatrzył się w Ratliffa, którego twarz była tylko kilkanaście centymetrów od niego. Odważył się dotknąć jego policzka i go pogłaskać. - Ta tajemnica jest swego rodzaju niespodzianką dla ciebie. Dowiesz się w swoim czasie, co to za projekt. - Powiedział beztrosko i zmierzwił mu włosy. Tommy odpowiedział cichym burknięciem. Zauważył, że zbliżają się do nich dwie nieznajome osoby. Kiedy spojrzał na Adama, domyślił się, że on musi je znać. - Tymczasem - wstał z miejsca i wcisnął się między mężczyznę i kobietę i objął ich lekko - muszę ci powiedzieć, że nie jestem tutaj tylko ze względu na ciebie. To Allison Iraheta - wskazał na czerwonowłosą dziewczynę. - A to Kris Allen z mojej szkoły.

- Szkoły? - Powtórzyli równocześnie Allison i Kris. Nie wiedzieli jeszcze, co tu jest grane, jednak kiedy Lambert dyskretnie dał znak Allison, ta zrozumiała, jaki jest ogólny zarys sytuacji.

- Ach, tak! Szkoły! No, bo w sumie, to "szkoła" - spojrzała na Allena nerwowo i uścisnęła dłoń Tommy'emu - ufundowała nam, znaczy... Naszej klasie bilety na ten koncert i afterparty. I to jest w ramach lekcji... - Zaczęła gubić się w swojej paplaninie i kopnęła pod stołem szatyna, by pomógł jej wyjść z dość nietypowej opresji.

- Lekcji, podczas której mieliśmy zaobserwować mowę werbalną i niewerbalną zespołu. - Uśmiechnął się sztucznie i tym razem to on kopnął pod stołem Allison. Tak mu się zdawało do czasu, gdy poznał po minie Adama, że to on został obdarowany ciosem. - A tak w ogóle to bardzo się cieszymy z Allison, że mogliśmy się poznać. W końcu nie każdy dostaje tak niepowtarzalną szansę jak granie w zespole Mouthlake.

- No... Prawdę mówiąc byłem ich ostatnia deską ratunku, kiedy poprzedni gitarzysta został ofiarą wypadku samochodowego. - Tommy postanowił się trochę pochwalić przed znajomymi Adama. Skoro wszyscy myślą, że w Mouthlake są same gwiazdy, to dlaczego by ich trochę nie przyćmić? Szczypta prawdy nie zaszkodzi... - Przed dołączeniem do zespołu zajmowałem się tylko pisaniem tekstów piosenek. Nie mam żadnego papierka na to, że jestem gitarzystą czy coś.

- Jak to? Wzięli cię ot tak? Nawet bez sprawdzenia umiejętności? - Zdziwił się Kris.

- To było tak: Mouthlae jest pod opieką wytwórni, dla której piszę. Gitarzysta zespołu miał wypadek i niestety dziwnym trafem okazało się, że nie ma żadnego wolnego gitarzysty, który mógłby zastąpić Johna. Szefowa wytwórni zna mnie od kilku ładnych lat i wie, że umiem grać na poziome ponadpodstawowym. Podpisałem kontrakt, który zapewni mi dokument, potwierdzający moje umiejętności muzyczne. To jest właśnie mój ósmy koncert. - Rozłożył ręce i wziął duży łyk whisky, po czym odłożył na stolik szklankę, w której pozostał już tylko nieroztopiony lód.

- A tego to mi nie mówiłeś. - Zauważył Adam. - Czyli wystarczy, że spełnisz warunki kontraktu i będziesz mógł grać w każdym zespole.

- Taa... - Przytaknął przeciągle.

- Adam, musimy już iść... - Zauważyła Iraheta i pokazała Lambertowi telefon z wyświetlonym zegarem.

- No tak. Wszystko się kiedyś kończy, a mówią, że najszybciej mija czas właśnie przy interesującej rozmowie. - Rzekł Kris, wstając. Wykorzystał tę chwilę na dopicie drinka.

- Jak to? Już? - Tommy poderwał się z kanapy nieco zdziwiony. Dwudziesta druga? Jutro mają szkołę... Ale nie mogliby zostać jeszcze trochę? Albo tylko Adam? Na paręnaście minut? Ewentualnie godzinę. Poczerwieniał na twarzy, lecz neonowe błyski lamp to ukryły. Wokół nich przewijały się tłumy ludzi: spora część stała lub siedziała, prowadząc konwersacje na popularne tematy, inni tańczyli, jeszcze inni coś jedli. Jakby nie liczyli sekund, godzin.

- Obejmuje nas regulamin. - Wytłumaczył brunet. - Odprowadzisz nas? - Rzekł, wstając.

- Pewnie. Szkoda, że tak krótko to trwało. Chciałbym się dowiedzieć o wiele więcej o twoich śpiewających przyjaciołach.

- Jeszcze zdążysz się dowiedzieć, tylko musisz oglądać I...

- Allison, powinniśmy już wychodzić. - Adam w porę jej przerwał.

- Musisz oglądać nas częściej! - Wtrącił się Kris. Bardzo miło było cię poznać, Tommy. Chętnie zamieniłbym jeszcze kilka słów z tak barwną osobą jak ty. - Uścisnął mu rękę i zaczęli zmierzać ku wyjściu.

Kiedy znaleźli się na chodniku przed koncertową halą, Adam zatrzymał się, a wraz z nim jego koledzy, zastanawiający się, co spowodowało jego nagły zanik ruchu.

- Idźcie, chciałbym jeszcze zamienić z Tommy'm parę słów. - Rzekł, spoglądając w stronę drogi, którą blondyn wracał do sali.

- Jasne, dogonisz nas. - Rzekła Allison i wraz z Krisem podążyła wąską ulicą. Adam natomiast dogonił swego przyjaciela.

- Tommy? - Złapał go za rękę i pociągnął w swoją stronę.

- Adam? Zapomniałeś czegoś?

- Nie, to znaczy... Tak, bo... Nie masz jutro żadnego koncertu, prawda? - Spytał szybko denerwując się na myśl o odpowiedzi.

- Jutro? Z tego, co wiem, to nie, a dlaczego pytasz?

- Obiecaj mi coś. - Odetchnął, po czym kontynuował, kiedy Ratliff czekał z milczącą miną. - Jutro od godziny dziewiętnastej trzydzieści bądź w pokoju hotelowym.

- Jeśli to prośba, to jest ona dziwna. Ale okey, będę. Szykujesz mi jakieś niespodzianki? Przyjedziesz? - Już zaczął sobie robić nadzieję, lecz Adam zgasił ją paroma słowami.

- To drugie - nie. To pierwsze owszem. I miej włączony telefon. A teraz muszę już iść. Do zobaczenia, Tommy. - Pożegnał się i w niekontrolowanym odruchu pocałował gitarzystę w policzek. Zostawił go przed klubem, sam zmierzając w nieznaną Ratliff'owi stronę.

Gitarzysta stał tam jeszcze długo onieśmielony, zdziwiony i pełen niepokoju mieszającego się z ekscytacją. Wciąż trzymał dłoń na policzku, który kilka chwil temu został udekorowany nadzwyczajnym całusem. Całusem Adama. Pocałunkiem mężczyzny. Co to miało znaczyć? Czy Adam nie powiedział mi o sobie wszystkiego? Kłamał? Nie mógł, to mój przyjaciel. Dlaczego mnie... Pocałował? Czy tak robią przyjaciele? Nie wiem... Może to jednak nie zwykła przyjaźń. Tommy wrócił do klubu, a myśli zasiane w jego głowie przez przyjaciela jeszcze paręnaście dni temu zaczęły kiełkować. Podlane przez ruchy, których brunet nie był w stanie kontrolować, w przyszłości mogłyby stać się rośliną. Nie wiadomo tylko czy jej owoc okaże się trującym czy najsłodszym ze słodyczy.